06/02/2026

(B2) W moim domu multi-kulti

‘W moim domu multi-kulti’, to seria historii z codziennego życia par z różnych kultur. Tym razem poznamy Olgę, młodą kobietę z Polski, która wyszła za Hiszpana. I choć to jedna Europa, to jednak różnic kulturowych jest wiele.

Zapraszamy do ich domu.

Teraz, to znaczy, kiedy?

Po pięciu latach związku z Hiszpanem już przyzwyczaiłam się do wielu rzeczy, chociaż nie powiem, kosztowało mnie to trochę czasu. Ja, Olga z Polski, on, Miguel z Hiszpanii. Pięć lat różnicy pomiędzy nami (ja młodsza) i cała przepaść kulturowa. Co mnie bardzo zaskoczyło? Gdy zamieszkaliśmy razem, ja nie pracowałam. Miguel szedł do pracy. Bardzo się spieszył, a ja oczywiście nie chciałam mu przeszkadzać. Pytał się mnie: „Gdzie jest… (tu padała nazwa rzeczy, której szukał), bo ja już TERAZ wychodzę”. Słysząc takie słowa natychmiast zaczynałam biegać jak w ukropie. No tak, skoro TERAZ wychodzi – trzeba mu szybko pomóc. Tymczasem ‘teraz’ Miguel wychodził z łazienki… owinięty jedynie w ręcznik. Dużo mu brakowało do wyjścia ‘teraz’. Hiszpanie inaczej rozumieją to słowo… Dla mnie oznacza ono ‘dokładnie w tej chwili’, a dla niego ‘za jakiś, bliżej nieokreślony czas’.

Godziny posiłków

Moje życie multi-kulti Polska – Hiszpania ma także bardzo precyzyjne godziny obiadowe. Zawsze, ale to zawsze pomiędzy godziną 14:00 a 15:00 jemy obiad. Mąż przychodzi z pracy, razem go gotujemy, a potem razem go jemy. I bardzo często są to dwa małe dania i deser, nic na szybko! Hiszpanie, jeśli nie zjedzą obiadu pomiędzy 13:30 a 15:30 nie mogą funkcjonować. Po takim obiadku oczywiście obowiązkowo – mini-sjesta.

Stąd i później jemy kolację. Mimo że wieczór spędzamy w domu, to robimy się głodni dopiero około 22:00, czasami nawet około godziny 23:00!

Planowanie czy chaos?

To, co lubię najmniej, to spontaniczność mojego Hiszpana i jego znajomych. Jest prawie niemożliwe umówić się na weekend na początku tygodnia. Nie jestem maniaczką planowania, wręcz przeciwnie: jestem dość chaotyczna, ale to właśnie umówienie się na konkretną godzinę, z wyprzedzeniem, pozwala mi na ustalenie planu dnia i tygodnia. Czasami jednak okazuje się to niemożliwe – typowy Hiszpan często „nie wie”, co będzie robił w sobotę wieczorem, bo zorganizuje sobie plan w sobotę po południu, a już umawianie się na kilka dni wcześniej uznaje za przesadę. Ya veremos, czyli luźne zobaczymy, to typowa odpowiedź. Ja z kolei nie lubię, kiedy mam zaplanowaną jakąś pracę lub spokojne popołudnie, które zostaje nagle przerwane telefonem od znajomych z propozycją wyjścia na tapas do zatłoczonego centrum Madrytu.

Polskie akcenty w hiszpańskim życiu

Polskie akcenty w naszym rodzinnym życiu to przede wszystkim zawartość lodówki. Zawsze jest w niej musztarda sarepska, bardzo często ogórki kiszone.

Mamy też oczywiście mój ulubiony i niezbędny artykuł gospodarstwa domowego: czajnik. Hiszpanie nie używają czajników, w tutejszych sklepach AGD na półkach można znaleźć kilka podstawowych rodzajów czajników, ale nie przypomina to polskich sklepów, gdzie w czajnikach można wybierać i przebierać. A skoro już czajnik – to oczywiście mnóstwo rodzajów herbat! Wszystkie kolory, ziółka, rumianek i mięta (które Hiszpanie zazwyczaj piją, gdy mają kłopoty żołądkowe).

Jeśli ktoś wejdzie do łazienki, to zobaczy szeroką gamę polskich kosmetyków. Bardzo często je sobie przywożę! W Polsce są rewelacyjne firmy produkujące naturalne kosmetyki. Nawet mój mąż ma polski balsam po goleniu (sam sobie wybiera podczas podróży do Polski).

Mąż powiedział, że polskim akcentem jest szafka na obuwie w przedpokoju i fakt, że od razu po wejściu do domu zmieniamy buty na kapcie. Ale gdy przychodzą do nas goście, oczywiście nie każę im zakładać kapci.

Na podstawie: https://klubpolek.pl/w-moim-domu-multi-kulti/